Od dziesięciu lat prowadzę szkołę, która udziela korepetycji. Im dłużej jednak pracuję, tym częściej zastanawiam się nad postawionym w tytule pytaniem. Na przestrzeni ostatnich lat rynek zajęć dodatkowych w Polsce znacząco się rozrósł według danych CBOS aż 34% osób pobiera dodatkowe lekcje – to ponad dwukrotnie więcej niż w 2015 r., kiedy to na korepetycje uczęszczało jedynie 14% uczennic i uczniów. Czy jednak tak duże zapotrzebowanie na zajęcia wynika z rzeczywistych potrzeb uczniów i uczennic?
Z mojej perspektywy rodzice zgłaszają się do Pestki z bardzo różnych powodów, jednak można wśród nich wyróżnić te najczęstsze: zaległości wynikające z choroby lub zaniedbań w nauce konkretnego przedmiotu, konieczność przygotowania się do egzaminu, a także ambicje rodziców. Ten trzeci powód jest dla mnie szczególnie zaskakujący – zdarza się bowiem, że syn czy córka radzą sobie w szkole bardzo dobrze, a mimo to rodzice chcieliby, aby dziecko stawiało sobie poprzeczkę coraz wyżej. Czy jednak zawsze jest to słuszne działanie?
Im dłużej pracuję z uczniami i uczennicami, tym mniej wierzę w proste, jednoznaczne odpowiedzi. Jest szereg czynników, które sprawiają, że na każdego człowieka zajęcia dodatkowe będą wpływać inaczej i trudno czasem od początku przewidzieć ich efekt. Przywołam w tym miejscu historie dwóch naszych uczniów: Piotra i Tomka.
Pierwszy z nich trafił do Pestki w trzeciej klasie liceum na korepetycje z chemii. Był to przedmiot, za którym Piotr nie przepadał i nie chciał go zdawać na poziomie rozszerzonym, jednak przekonywała go do tego jego mama. Z dzisiejszym doświadczeniem zapewne rozmawiałabym z nimi dłużej przed podjęciem świadomej decyzji. Wówczas jednak zaproponowałam Piotrkowi zajęcia – stając niejako po stronie jego mamy. Po kilku lekcjach Piotr zwrócił się do mnie z prośbą – był zmęczony, nie odnajdował się na zajęciach i chciał, abym porozmawiała z jego mamą o rezygnacji. Zawarliśmy wówczas umowę – przez miesiąc zaangażuje się w zajęcia z chemii i będzie rzetelnie wypełniał swoje obowiązki , a jeśli po tym czasie dalej nie odnajdzie w sobie motywacji – uszanuję jego decyzję i porozmawiam z mamą. Jak zapewne Państwo się domyślają – Piotr po miesiącu postanowił kontynuować zajęcia, a ostatecznie zdawał nawet maturę na poziomie rozszerzonym. Po egzaminach przyszedł mi podziękować, że nie pozwoliłam mu tak łatwo zrezygnować, ale także, że pozostawiłam ostateczną decyzję w jego rękach. Jego brak zainteresowania przedmiotem i początkowa niechęć wynikały po prostu z niewiedzy, a także trudności, które zawsze towarzyszą człowiekowi uczącemu się nowych, niekiedy trudnych rzeczy. Rolą nauczyciela w tej sytuacji jest pomóc uczniowi przetrwać ten trudny okres, wspierać go i zachęcać przede wszystkim do działania. Początkowy brak motywacji i niechęć do tego, co nowe oraz wymagające, jest przecież doświadczeniem znanym nam wszystkim…
Mogłoby się zatem wydawać, że zawsze powinniśmy motywować ucznia do nauki i dodatkowych zajęć. Byłby to jednak błędny wniosek. Kluczowe staje się tutaj często powtarzane w polskiej edukacji (ale wciąż prawdziwe!) hasło indywidualizacji procesu nauczania.
Pamiętam bowiem historię Tomka – ósmoklasisty, który dołączył do grupy przygotowującej się do egzaminu z matematyki. Po około dwóch miesiącach zwrócił się on do mnie z prośbą o rezygnację. Przedstawił konkretny plan, jak chciałby pracować samodzielnie. Uważał, że samemu poradzi sobie z materiałem i efektywniej wykorzysta czas, przygotowując się indywidualnie. Po konsultacji z uczącym go nauczycielem podjęliśmy decyzję wspólnie z mamą Tomka o rezygnacji z zajęć. Okazało się, że głównym powodem, dla którego Tomek trafił na korepetycje, była troska jego mamy o wynik egzaminu.
Przywołałam te dwie historie, aby zwrócić uwagę na kluczowy proces przy wyborze szkoły i nauczyciela bądź nauczycielki do zajęć dodatkowych i korepetycji – proces, który bardzo często jest pomijany. Mam na myśli właściwe rozpoznanie potrzeb ucznia, wstępną diagnozę jego umiejętności, celów, a także źródeł motywacji. Tym, co wyróżnia Pestkę, jest rzetelne dostosowanie zajęć do indywidualnych potrzeb. Dlatego gdy rodzic kontaktuje się z nami w sprawie zajęć, nie zaczynam od szukania wolnego miejsca w grafiku. Moją odpowiedzialnością jako dyrektora szkoły jest zrozumienie potrzeb ucznia na podstawie rozmów z nim i jego rodzicami. Dopiero wtedy, opierając się na tych rozmowach i swoim doświadczeniu, mogę zarekomendować rozwiązanie, które według mnie będzie dla nich najlepsze.
Moim zadaniem nie jest zapisać kolejną osobę na korepetycje. Moim zadaniem jest pomóc rodzicom i uczniom podjąć najlepszą decyzję.